------------------------------------------------------------------------------------------
~Martina~
Czego ten tata ode mnie chce? Dobra, kocham go bardzo, ale co go naszło? Pierwsze spotkanie z przyjaciółmi z planu, chyba powinien mi dać spokój! Ale niech mu będzie... rodzina to rodzina. Na pewno ma jakiś poważny powód.
- Słuchajcie, przepraszam, naprawdę, ale muszę wracać do domu. Nie czekajcie na mnie, dogonię was.
- Sprawy rodzinne? - nie chciałam im tego mówić, ale przecież wiedziałam, że Mechi zgadnie
- Tak...
- Spoko. Na lewno nas dogonisz? - spytał Jorge
- Taak....
- Dobra - Lodo musiała chyba to powiedzieć
- Pojadę autobusem.
W końcu dotarłam do domu.
- Tato, jaki jest powód, że mi zakłócasz wyjście ze znajomymi?
- Nie tym tonem Martina - moja mama zawsze jest stanowcza...
- Co ze szkołą - spytał się niestety mój ojciec
- Jak to co - nie rozumiem ich
- Musisz się uczyć
- Aaa... o to wam chodziło? Nie mogliście później? Chcę guwernantkę.
- Hmm, zresztą też o tym myśleliśmy...
- OK. To ja idę.
- Dobra. - tata był chyba zły...
Wychodziłam i...
- Przepraszam Tini - słusznie, pomyślałam
- Też przepraszam tato - chyba wypadałoby?
- No, a teraz leć, bo nie zdążysz
- Pa, tato!
~Lodovica~
No co z nią. Poszliśmy bez Tini, ale nie jest tak fajnie. Oni chyba już zapomnieli. Nagle zaczął padać deszcz.
- Dobra, przecież chyba nie będziemy moknąć. Chodźmy już - Mechi na pewno zapomniała.
- OK - Jorge widocznie również. - Lodo, choć. Przecież to twoim samochodem przyjechaliśmy. A, Pablo, podwieźć cię?
~Pablo~
- Yy, nie. Wrócę tak, jak przyjechałem.
- Lodo, co ty jakaś cicha i zamyślona? - zauważył Jorge
- Eee, nie, nic - coś kręci.
Pojechali, a ja zostałem. Zacząłem iść na przystanek. Wtedy zaczęło lać jak z cebra. Schowałem się w parku pod drzewem.
~Martina~
《Chwilę przed ulewą》
Wiem, trochę pada, ale taki mamy klimat. Zaraz przestanie.
Jestem w parku. Zaczęło lać. Schowałam się pod najbliższym drzewem.
《Kilka minut później》
Nie no, nie przestanie. Dobra, biegnę na przystanek.
Tuż po zaczęciu biegu noga mi się na kałuży omsknęła. Zaczęłam się przewracać...
~Pablo~
Nagle, po drugiej stronie drzewa zobaczyłem... Martinę! Przewracała się. Złapałem ją.
~Martina~
Nagle ktoś mnie złapał... Pablo?
------------------------------------------------------------------------------------------
Ten rozdział mi się podoba :) W którym momencie domyśliliście się końca?

Extra :)
OdpowiedzUsuńCzekam na next <3
I błagam niech będzie trochę dłuższy ;)
Tak, następny na pewno dłuższy. Mam pytanko: skąd wiedziałaś o moim blogu?
Usuń,,taki mamy klimat´´ cudowne;*
OdpowiedzUsuń